Możesz podzielić się przepisem na szczęśliwe małżeństwo? — Sylwia Pałka rozmawia z dr Anną Saj

Z racji tego, że rozmawiasz z małżeństwami, kobietami, powiedz, proszę, czy bycie w związku małżeńskim z osobę niewierzącą albo choćby niepraktykującą, czy mniej praktykującą – myślę o „niedzielnym katoliku”, albo o kimś, kto jeszcze rzadziej chodzi do kościoła – czy to się sprawdza? Pytam w kontekście rozwodów, coraz bardziej powszechnych.

Uważam, że ludzie zbyt pobłażliwie podchodzą do tego, że się rozstają. Każda relacja, która została uznana relacją małżeńską, a dla nas, katolików, jest to sakrament małżeństwa, jest relacją, która może się wypełnić, dlatego że światło Boga i moc Ducha Świętego jest w nas.

Wyznaję taką zasadę: to ja za wszystko odpowiadam. Znam bardzo wiele kobiet, zarówno w Polsce, jak i zagranicą, których mężowi nie są tak zaangażowani w życie wiarą, jak one by chciały. Niedawno w Stanach rozmawiałam z kobietami, które aktywnie uczestniczą w posłudze Magnificat. Byłam tam na konferencji i pewna uczestniczka zapytała mnie, czy mój mąż angażuje się w życie Kościoła. Wiedziała o wszystkim, co robimy w Polsce, o Magnificacie i Armii Dzieci. Odpowiedziałam, że tak, że razem w tym uczestniczymy, że to nasze wspólne dzieło. A ona stwierdziła, że to jest niesamowite, to jest rzecz – nie wiem, czy to jest to dobre słowo, ale w tym kontekście chyba najwłaściwsze – której mi bardzo zazdrości.

Że też by tak chciała.

Tak. Dla niektórych kobiet jest to więc jakiś rodzaj trudu. Można by nawet powiedzieć, że jest to krzyż, który nosimy, żeby naśladować Jezusa. Nie wszystko jest w życiu wygodne. Nie wszystko jest w życiu fajne i nie wszystko w życiu idzie lekko. I tak samo jest w małżeństwie – nie wszystkie sytuacje są dla nas komfortowe. Musimy zapierać się samego siebie. Musimy umierać dla siebie, żeby żyć dla drugiego człowieka. A mąż w każdej sytuacji jest tą osobą, którą chcemy kochać i podejmujemy decyzję, że będziemy ją kochać. Uważam, że powinniśmy być wierni decyzjom, które podejmujemy, a zwłaszcza takim decyzjom, które określają nas na całe życie, czyli to, że będę żoną tego mężczyzny, a nie innego. Reasumując: to ja decyduję, ja odpowiadam za to, jaki jest kształt mojej relacji. Dopóki jeszcze żyję, wszystko może się zmienić. Po prostu okoliczności nie determinują mojego zachowania, moich relacji, moich decyzji, tylko mam wpływ na to, jak reaguję na dane problemy, na przykład trudności w małżeństwie.

Pozostańmy jeszcze przy tym temacie. Czy dziś, kiedy spotykamy się ze związkami na próbę, modelem 2+1 czy 2 + pies lub kot (jak ktoś woli), plagą rozwodów i różnymi problemami małżeńskimi i rodzinnymi, usprawiedliwianymi różnicą charakterów czy brakiem czasu i życiem w stresie, możesz podzielić się przepisem na szczęśliwe małżeństwo i rodzinę?

To wszystko to są rzeczy wtórne, dlatego że u podstaw wszystkiego leży relacja z Bogiem, czy Bóg jest dla ciebie ważny, czy jest twoim Panem i czy poddałeś Mu swoje życie. Środowiska odnowy charyzmatycznej mówią tak: oddaj swoje życie Jezusowi. To jest sytuacja, w której jestem poddana Bogu. Nie buntuję się, nie robię rzeczy po swojemu, tylko robię rzeczy tak, jak On chce – to fundament wszystkiego. I w momencie, kiedy my żyjemy życiem poddanym Bogu, kiedy sprawdzamy, co jest zgodne z Jego planem, co jest zgodne z Jego myślą, kiedy decyzje nasze są decyzjami, które zależą od Boga, zależą od Jego opinii na nasz temat. Czytając Pismo Święte, możemy się tego dowiedzieć: co Bóg lubi, jakie są Jego preferencje, jaki On jest, co ma dla nas dobrego, jak to zaplanował, jak jest dobrze dla nas. Tak więc życie poddane Bogu wyklucza te pytania, które ty postawiłaś. Nie zajmuję się nimi, ponieważ są konsekwencją życia na własną rękę, konsekwencją nieposłuszeństwa Bogu, konsekwencją życia człowieka zbuntowanego. Na takich ludzi patrzę z troską i miłością, pragnę głosić im Ewangelię, dlatego że w momencie, kiedy poznajemy Jezusa i rzeczywiście ta relacja staje się dla nas realna, kiedy dociera do nas prawda Ewangelii, że Chrystus umarł, został pogrzebany, zmartwychwstał, my umarliśmy w Nim z naszymi problemami, jeżeli zaczynamy w to wierzyć, to zmartwychwstajemy jako nowi ludzie, jako nowe stworzenie i wtedy zaczynamy żyć według Bożego planu. I to, z czego zostaliśmy zrodzeni, na nowo zrodzeni, determinuje nasze życie. Więc jeszcze raz to powtórzę: nie zajmuję się takimi problemami, ponieważ uważam, że trzeba tym ludziom najpierw pomóc. Muszą oddać swoje życie Jezusowi.

 

źródło: Jesteśmy napełnieni Duchem Świętym. Co Duch Święty mówi do Kościoła w Polsce? Część 3 — Sylwia Pałka (książka do kupienia tutaj)

Komentarz

Nie ma jeszcze komentarzy, czy chcesz być pierwszy?

Napisz komentarz